Arthur Reinhart

Arthur-Renhart-fot.Dorota-Kedzierzawska-900x600

Arthur Reinhart jest chyba najbardziej „światłoczułą” osobą spośród całej ekipy. Nie tylko dlatego, że z zawodu jest operatorem filmowym. Światło jest u niego niczym kolejny aktor, odgrywa ważną rolę.

Jeśli przyjrzycie się uważnie filmom jego autorstwa, zauważycie, że światło nieustannie towarzyszy bohaterom. Potrafi jednocześnie ocieplić atmosferę, jak w „Wenecji” Jana Jakuba Kolskiego, jak i oziębić, co widać w miniserialu „Hatfields & McCoys” w reżyserii Kevina Reynoldsa. Nie chodzi jednak tylko o temperaturę obrazu – światło jest niczym przewodnik, buduje kadr.

Arthur Reinhart posiada własny styl. Nie boi się eksperymentu. Zmusza nas do spojrzenia na rzeczywistość inaczej, nie wprost. Pracował zarówno przy dokumentach (m.in. z Pawłem i Marcelem Łozińskimi), jak i przy fabułach, ale mamy wrażenie, jakby i one były filmami dokumentalnymi. Kamera śledzi, podpatruje bohatera. Nie jest nachalna. Zawsze zaglądamy do innego świata, jakbyśmy podglądali go przez dziurkę od klucza albo gdzieś z ukrycia, przez sztachety płotu, jak robił to Kundel – bohater „Jestem”.

Zdjęcia do „Innego świata” są czarno-białe, ale i tutaj światło odgrywa ważną rolę. „Myślałam sobie, że w zasadzie Bogiem to jest słońce.” – mówi w którymś momencie Danuta Szaflarska, poczylając się nad studnią z połyskującą wodą – “Bo ona daje życie, ciepło.” Nieinaczej jest w filmie.

Arthur Reinhart wspólnie z Dorotą Kędzierzawską zajmują się też montażem. Obok reżyserii i zdjęć, jest to jeden z najważniejszych etapów tworzenia filmu, o czym zazwyczaj się zapomina. Będziecie mieli zatem niezwykłą okazję dowiedzieć się, jak od początku do końca przebiega praca nad filmem.

Arthur Reinhart

w trasie z Polską Światłoczułą