Jacek Petrycki

JacekPetrycki_b

Dokument powstaje trochę jak wiersz: jego siłą jest obserwacja, utkany jest z porównań i metafor, najczęściej kończy się pointą. Istnieje scenariusz filmu dokumentalnego, ale opiera się w dużej mierze na założeniach czy życzeniach. Ale nie może podporządkowywać się tezie, bo rzeczywistość lubi płatać figle. Trzeba się na nią otworzyć.

Ale co to znaczy? Jacek Petrycki musi znać odpowiedź na to pytanie. Jeśli nie wprost, to udowadnia swoją pracą, że ją zna. Jest to właśnie przykład operatora-poety, wrażliwego obserwatora, otwartego na to, co przyniesie mu świat, z którym styka się tutaj i teraz.

Operator filmu dokumentalnego musi być czujny, by „złapać” właściwy moment, chwilowy grymas twarzy, konkretny gest, jak dzieje się np. w „Próbie mikrofonu” Krzysztofa Kieślowskiego. Podczas zebrania zarządu fabryki, którego członkowie krytykują pracę „dociekliwego” reportera radiowego, dostajemy obraz niemal jak z filmu fabularnego. Przy stole siedzi wiele osób, ale nie gubimy się wśród nich. Petrycki jest w stanie wychwycić subtelne reakcje osób biorących udział w dyskusji. Jakby dokładnie wiedział wcześniej, kto i co ma do powiedzenia i jaki to będzie miało oddźwięk na poszczególne osoby. Do tego, całość filmu poprzetykana jest spokojnymi obserwacjami ludzi przy pracy, ich twarzy, rąk. Rytm zdjęć idzie równo z rytmem pracy.

Ten dar obserwacji i wyłapywania ważkich momentów Petryckiego, docenili reżyserzy fabularni, którzy świadomie tworzyli filmy bliskie rzeczywistości. Takie są pierwsze fabuły Kieślowskiego, a „Spokój” jest bodajże najlepszą z nich. Mamy wrażenie, że oglądamy dokument. Petrycki potrafi zwolnić akcję obrazem, pokazać nam, bawiące się w oknie dzieci, kobietę wieszającą pranie na podwórku, twarze ludzi w barze, którzy nie mają znaczenia dla samej akcji, ale tworzą klimat, są nieodłącznymi elementami danej rzeczywistości.

Agnieszka Holland zawsze świadomie dobiera operatorów do swoich filmów. Mówi się, że operator jest okiem reżysera. W duecie Holland-Petrycki to się potwierdza. Holland jest mistrzynią w opowiadaniu wielkich historii, wypełnionych licznymi wydarzeniami i postaciami. Zdjęcia Petryckiego potrafią oddać wartką narrację. Tak jest w jednym z najgłośniejszych filmów stworzonych przez ten tandem „Europa, Europa”. Emocje zawsze śledzimy na twarzach bohaterów. Mamy jasność, kiedy narratorem jest bohater, a kiedy oglądamy trzecioosobową, obiektywną relację. Czasem oglądamy coś oczami Salomona – nieraz przez okno czy szybę, czasem patrzymy na wydarzenia z zewnątrz. Oko kamery jest dyskretnym świadkiem, który wiernie przekazuje nam historię. Agnieszka Holland lubi się „skryć” za swoją opowieścią, a Petrycki jej to umożliwia.

Jacek Petrycki to szczególny operator, który potrafi sprawić, że dokument wygląda jak fabuła, a fabuła jak dokument. Dzięki temu, każdy jego film jest tak naturalny. Patrzymy w ekran, jakbyśmy patrzyli przez okno, obserwujemy razem z nim. I nic tutaj nie da się streścić, jak w wierszu.

(tekst: Alicja Rosé)

Jacek Petrycki

w trasie z Polską Światłoczułą