W ciemności plakat

W ciemności

2011
film fabularny
reżyseria: Agnieszka Holland
zdjęcia: Jolanta Dylewska
scenariusz: David F. Shamoon

W naszej kulturze istnieją dwa podstawowe sposoby mierzenia się z widmem Zagłady. Zgodnie z pierwszym tworzy się ogólny obraz harmonijnego świata, w którym siły zła nieustannie zmagają się z siłami dobra, i gdzie te ostanie reprezentowane są przez prowadzącą tę wielką narrację osobę, wraz z całą tradycją kulturową do której ona należy. W zgodzie z drugą przyjmuje się, że skłonność do zła i okrucieństwa jest nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji, i skupia się na analizie jednostkowych zmagań z ich przejawami.

W ciemności, najnowszy film Agnieszki Holland, obiera drugą ze wspomnianych strategii, a tym samym w znacznym stopniu unika ckliwości i jednowymiarowości, jakie widzowie zwykli kojarzyć z produkcjami podejmującymi tematykę Shoah. Film opowiada autentyczną historię grupy Żydów, którzy w dniu likwidacji lwowskiego getta zdołali ukryć się w kanałach, Leopolda Sochy – pomagającego im w ukrywaniu się pracownika kanalizacji miejskiej, a także o tym, jak w oparciu o wspólne przeżycia rodzi się pomiędzy nimi szczera, bezinteresowna relacja. Jednak, choć film osnuty jest na tak silnie obecnych w kulturze i emocjonalnych wątkach, Holland unika popadania w stereotypy. W istocie unika ona wszelkich skrótów, wszelkich ułatwień.

Tym, co we W ciemności od początku uderza najbardziej jest bezkompromisowość i precyzja, z jaką reżyserka buduje świat będący kontekstem historii, jak i bohaterów, którzy stanowią jej aktorów. Ryzykując możliwość, że produkcja filmu nigdy nie dojdzie do skutku, Holland nastawała, żeby poszczególne grupy etniczne posługiwały się stosownymi dla siebie językami. I tak, w filmie Lwowianie mówią po lwowsku, Żydzi, zależnie od miejsca pochodzenia, po polsku albo żydowsku, Niemcy – niemiecku. To przywiązanie wagi do szczegółu i uszanowanie jednostkowości przesądzają o wyrazistości i wiarygodności filmu. Nie chce on być wyidealizowaną wydmuszką, która na starych schematach pokazuje zmagania złych i dobrych. W ciemności jest filmem o ludziach, i jako taki, pełny jest brudów, sprzeczności i otwartych pytań. Dostrzegamy to choćby w tym, że – wbrew wymogom Hollywoodzkiej kinematografii – sceny w korytarzach kanalizacji odbywają się w rzeczywistych ciemnościach, przez co nierzadko trudno dojrzeć szczegóły. W tym, jak mimo przytłaczających warunków (a może z uwagi na nie), Żydzi Sochy znajdują czas na to, co ludzkie – dziecięcą piosenkę, seks, konflikty. Czy wreszcie w tym, że reżyserka nie unika pokazywania w nieoceniający sposób tego, jakich okrucieństw potrafią dopuszczać się, nawet między sobą, sami ukrywający się.

Najważniejsze jednak jest to, jak pełni i ludzcy wydają się bohaterowie filmu. Holland unika przedstawiania hitlerowców jako uosobienie zła i idealizowania ich ofiar. Wszystkie postaci sprawiają raczej wrażenie niewolników okoliczności, którzy podejmując wszelkie decyzje zmagać się muszą z własnym instynktem samozachowawczym. Nawet perfekcyjnie zagrany przez Roberta Więckiewicza Poldek – sprawiedliwy wśród narodów świata – przejść musi długą drogę, zanim odkryje w sobie autentyczną, bezinteresowną troskę o Żydów, którzy pierwotnie stanowili dla niego jedynie dodatkowe źródło dochodu. Podobnie jednak zarysowani są wszyscy inni bohaterowie, pełni wzajemnej nieufności i skupieni na samozachowaniu, jednocześnie jednak zdolni do wspaniałomyślności i wrażliwi na piękno.
Słowem – ludzcy.

W ciemności jest nie tylko dobrym filmem, ale też ważnym głosem w dyskusji o Shoah. Z tym, że tym razem, zamiast uprawiać reakcyjną metafizykę winy, stara się spojrzeć na historię z punktu widzenia jednostki, i niczego nie przesądzając postawić pytanie o istotę ludzkiego doświadczenia.

Tekst: Maciej Łagodziński

STRONA INTERNETOWA FILMU:
WCIEMNOSCI.PL

Za udostępnienie materiałów serdecznie dziękujemy dystrybutorowi, KINO ŚWIAT